Historia o szczęśliwych ludziach, którym praca nie przesłania całego nieba i pewnej kampanii społecznej w Indiach.

Niedbalstwo pracowników można obserwować na całym świecie, jednak w Indiach błędy przy wykonywaniu pracy, niedoróbki i fuszerka robotników są widoczne na każdej ulicy. Wystarczy w dowolnym mieście spojrzeć w górę na kable.
Ponieważ nikt nie wie jak kable biegną, awarie okablowania nie są usuwane. Zamiast tego doprowadzany jest nowy kabel, rozciągany od początku.

Kto by sie połapal w tych kablach! Dlatego w przypadku uszkodzenia, nikt ich nie naprawia i nie wymienia. Po prostu rozciągany jest od początku nowy kabel, który zostaje dowieszony do zwoju poprzednich, uszkodzonych. Kalkuta, Indie•foto: D. Jaworska
Kto by sie połapal w tych kablach! Dlatego w przypadku uszkodzenia, nikt ich nie naprawia i nie wymienia. Po prostu rozciągany jest od początku nowy kabel, który zostaje dowieszony do zwoju poprzednich, uszkodzonych. Kalkuta, Indie•foto: D. Jaworska

A jednak niektóre branże nie cierpią na niską jakość pracy. Indyjskie call centra świadczą usługi outsourcingowe obsługując Klientów w Anglii czy Stanach Zjednoczonych.
Klientów, którzy nawet nie podejrzewają, że dzwoniący pracownik banku nie mówi teksańskim amerykańskim, tylko jest hindusem, po intensywnym kursie akcentu i zadzwonił właśnie z Bangalore.

Garść faktów
Nadmorski resort koło Pondichery, Tamil Nadu, (cztery gwiazdki)
Parasole nad basenem. Nowy, drogi sprzęt. A mimo to wygląda jak nie-nowy i nie-drogi. Czasze parasoli zwisają smutno, druty nie są napięte. Któregoś dnia odgadliśmy dlaczego.
Jest wczesny poranek. Chłopak basenowy jeszcze nie przygotował sprzętu, sami wyciągamy więc materace na łóżka i rozpinamy parasole. Podbiega pracownik. Pokazuje jak napiąć druty. Jest osiem pałąków. Napina co drugi.
– „Jest dobrze” – uspokaja nas – „Będzie się trzymać, wystarczy tyle zrobić”.

Rowery do naszej dyspozycji. Przed wyjazdem do miasta podjeżdżamy do recepcji, zostawiamy rowery i zgłaszamy brak powietrza w jednym z kół. To chyba pęknięta dętka.
– „Tak, tak, pęknięta dętka” – potwierdza pracownik. – „Naprawimy zanim wrócicie”
Wracamy wieczorem , odbieramy rowery.
Upsssss! W jednym – flak. Koło napompowane, jednak dętka nie wymieniona.
Widać, wystarczyło tyle zrobić.

Otwarta studzienka kanalizacyjna przy jednej z największych plaż na świecie. Marina Beach w Chennai. Wieczorami zbierają się tu tłumy ludzi, Hindusi odpoczywają tu całymi rodzinami, chłodzą się po upalnym dniu korzystając z morskiej bryzy.•foto: D. Jaworska
Otwarta studzienka kanalizacyjna przy jednej z największych plaż na świecie. Marina Beach w Chennai. Wieczorami zbierają się tu tłumy ludzi, Hindusi odpoczywają tu całymi rodzinami, chłodzą się po upalnym dniu korzystając z morskiej bryzy.•foto: D. Jaworska

Delhi, Budżetowy hotel dla backpackerów
Pokój hotelowy, światło górne gasi się przyciskami na szafce nocnej, lampki nocne gasi centralny wyłącznik przy drzwiach wejściowych. Poczytałeś sobie przed snem? To wstań i zgaś światło.

W pokoju jest łazienka, a w łazience umywalka.
Odkręcasz wodę. Woda leci do umywalki, spływa do rury…. i auć! Leci Ci na nogi!
Bo rura nie ma odpływu. Urywa się w połowie długości pomiędzy umywalka i podłogą. Na szczęście pod Twoimi stopami jest kratka ściekowa więc woda nie zbiera się na podłodze, tylko ścieka dalej. No, ktoś pomyślał!

Informacje turystyczne w Indiach
Bangalore, stolica stanu Karnataka – „o, jest, jest szyld!” – cieszymy się, bo od dłuższego czasu krążymy od ulicy do ulicy z mapą w ręku.
Znaleźliśmy szyld ze strzałką, ale dalej, za zakrętem ślad się urywa. Strzałka prowadzi donikąd.
Kolejne pół godziny zajęło nam znalezienie 8 piętrowego bloku w stanie surowym (bez balustrad i ścian działowych na klatce schodowej ) gdzie na 1 pietrze mieści się Informacja Turystyczna.
Docieramy do niej sunąc plecami po ścianie, byle dalej od brakujących balustrad.

Ooty, stacja górska w górach Nilgiri. Centrum miasteczka; dworzec autobusowy, dworzec kolejki górskiej – no, po prostu centralny punkt miejscowości. Jednak Informacja Turystyczna mieści się…5 km stąd, na peryferiach, prawie w górach. Znalazłeś Informację Turystyczną? Gratulujemy, to znaczy, że nie potrzebujesz mapy.

Informacja Turystyczna w stacji górskiej Ooty (Nilgiri Hills, Indie) jest położona na skraju miasteczka, niemal w górach. Każdy, kto tu trafił - udowodnił już, że nie potrzebuje mapy. Foto: D. Jaworska
Informacja Turystyczna w stacji górskiej Ooty (Nilgiri Hills, Indie) jest położona na skraju miasteczka, niemal w górach. Każdy, kto tu trafił – udowodnił już, że nie potrzebuje mapy. Foto: D. Jaworska

Międzynarodowe lotnisko w Chennai
Lotnisko, punkt odprawy bagażowej. Na wyświetlaczach numer lotu: „Emirates, Dubaj lot 545”
Zamieszanie wśród turystów mających bilet „Emirates, Dubaj, lot 547” – do obsługi podchodzą kolejni pasażerowie zerkając to na bilet, to na wyświetlacz i pytają o numer lotu zanim ustawią się w ogonku. „- Ale tam jest 545” – dziwią się. Wzruszenie ramion jest odpowiedzią. Pracownicy obsługi naziemnej cierpliwie odpowiadają na dziesiątki pytań, nikt jednak nie zmienia numeru lotu na wyświetlaczu na właściwy.

Ośrodek wypoczynkowy, Kerala
Pierwszego dnia malarze mający odmalować stołówkę i korytarze nie zabrali pędzli. Drugiego dnia też czegoś brakowało. Zaczęli malować dopiero trzeciego dnia.
– „A ja im płacę dniówki!” skarży się Amal, właściciel ośrodka – „Tego pomieszczenia, w którym teraz siedzimy w ogóle zapomnieli pomalować. Będę więc musiał umawiać się na tę część pracy osobno i osobno im za to zapłacić!”
– „Tak, widzieliśmy tę ekipę” – przyznaje Aleksandra, turystka– „gdy właściciel kręcił się w okolicy – pracowali, ale gdy tylko pojechał na chwilę do miasteczka, rzucili pędzle, leżeli na trawie pod naszymi oknami i śpiewali.” Pełny luzik!

Szczęśliwi ludzie. Indie. Foto: D. Jaworska
Szczęśliwi ludzie. Indie. Foto: D. Jaworska

Muzea czyli osoby rozdział w podróżach po Indiach
Kalkuta, Muzeum Historii Naturalnej – wypchany tapir żeby się nie rozpaść został dokładnie oklejony taśmą.
Soczewki do oglądania monet po wmurowaniu w gablotę nie zostały oczyszczone z resztek tynku – w rezultacie nic przez nie nie widać.
Obrazy wiszą na ścianach pod różnym kątem. Przekrzywionych nikt nie poprawia.
Za to biletem wstępu do muzeum czasem zajmuje się cały sztab ludzi.
W Pałacu Bangalore ktoś wskazuje drogę do kasy, ktoś inny sprzedaje bilet, dwie kolejne osoby wypożyczają słuchawki z opisem eksponatów (dwie, bo jedna przyjmuje pieniądze, druga wydaje słuchawki) kolejne 2 kasują bilet. Pierwsza odbiera bilet od turysty i podaje drugiej. Druga kasuje, oddaje pierwszej, pierwsza oddaje skasowany bilet turyście.
Można zacząć zwiedzać.

Muzea w Indiach to osobny rozdział. Nie ma już takich miejsc w Polsce z trzeszczącą podłogą i krzywo wiszącymi obrazami. Muzealne sprzęty sprawiają wrażenie, że są równie stare jak eksponaty, które przechowują•foto: D. Jaworska
Muzea w Indiach to osobny rozdział. Nie ma już takich miejsc w Polsce z trzeszczącą podłogą i krzywo wiszącymi obrazami. Muzealne sprzęty sprawiają wrażenie, że są równie stare jak eksponaty, które przechowują•foto: D. Jaworska

Kampania społeczna FINISH YOUR JOB.
Jednak niskie standardy pracy w Indiach nie są akceptowane. Ludzie świadomi, wykształceni, pracodawcy oraz Ci wszyscy, którzy po prostu czują się odpowiedzialni za kraj – nie akceptują fuszerki.
Nie zgadzają się na niską jakość pracy, dyscyplinują pracowników, żądają napraw, a przy tym denerwują się widząc podejście robotników do pracy i bardzo wyraźnie wstydzą się tego narodowego podejścia do pracy.
Jednocześnie działają. Zarówno w sferach rządowych jak i organizacjach pozarządowych.
Inicjują akcje na rzecz podnoszenia w społeczeństwie świadomości wagi rzetelnej pracy. Rozumienia skutków i kosztów błędów popełnianych podczas pracy.
Jedną z takich kampanii „Finish your job”, której przekaz brzmiał: jeśli zacząłeś pracę, to ją dokończ, obserwowałam w telewizji indyjskiej. To ona zwróciła mi uwagę na drobiazgi, które opowiadane mogą być zabawne, ale w skali kraju zaczynają stanowić widoczny i poważny problem.

Szczęśliwi ludzie
A ludzie….
Leżą sobie na tej trawie i śpiewają pod czyimś oknem.
Zajmują się ważnymi sprawami, których nie warto w życiu odkładać jak rozmowa ze znajomymi, spędzanie czasu z rodziną, odpoczynek, jedzenie czy modlitwa.

Kiedyś po lunchu zjedzonym w restauracji na dachu budynku, zjeżdżaliśmy na dół windą z grupką starszych Hindusów.
– „Przepraszam” – zaczepił nas starszy pan – „Obserwowałem Was przez cały lunch. Wpadliście do tej restauracji, zjedliście i właśnie wybiegacie…. Czy zauważyliście jak dziś smakowały pikle?
A że niebo było dziś szczególnie błękitne?
Dokąd Wy się tak spieszycie?”

Mądre słowa, dają do myślenia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s